medycyna alternatywna

Medialne status quo

medycyna | 03 Lipiec, 2018 15:14

Wchodzenie w buty poprzedników stało się w państwowych mediach regułą wprowadzoną przez PiS, a kontynuowaną przez Platformę Obywatelską. Różnice polegają już tylko na tempie, w jakim wysadza się ze stołków poprzednią ekipę. Jedni robią to sprawniej, inni powoli. Jednak ani PiS, ani PO, ani inne parlamentarne ugrupowania nie chcą tak naprawdę likwidacji państwowej telewizji i państwowego radia, bowiem straciliby wpływ na to, co i jak prezentowane jest wyborcom. Nie chcą też likwidacji organów kontrolujących wszelkie media, bowiem straciliby wpływ na prywatnych nadawców. Ponad dwa lata temu pisałem w „Najwyższym CZASIE!” w tekście „PiS-owski Dworak Kwiatkowskiego”, iż ludzie Prawa i Sprawiedliwości wsadzeni do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji oraz kierujący państwową telewizją i radiem niczego nie zmienią na lepsze. Wejdą w buty swych postkomunistycznych poprzedników i będą robić to samo, tylko na opak albo wspak. „Nawet gdyby wybrać najuczciwszych z uczciwych, niewiele by się zmieniło. Złe jest prawo i stworzony przez nie system” – pisałem w styczniu 2006 roku, gdy PiS przy poparciu Samoobrony i LPR w ciągu trzech dni zmieniło ustawę o radiofonii i telewizji, by móc wyrzucić z KRRiT postkomunistów i wybrać jej nowy, „swój” skład. Później to prezes rządzącej partii wybrał prezesa TVP i Polskiego Radia, a nie KRRiT. Dziś mamy powtórkę z rozrywki. Rządząca koalicja PO-PSL forsuje przez Sejm zmianę ustawy o radiofonii i telewizji, by wybrać swój skład KRRiT, a później zmienić szefów państwowych mediów. Jednak wiedząc, iż „ład medialny” w Polsce powstał zanim powstała Platforma, a nowi, „swoi” członkowie KRRiT mogą się uniezależnić od swych mocodawców – PO postanowiła kombinować ze zmianą organu kontrolującego wszystkie media elektroniczne w Polsce. Krajowa Rada Kontroli Wszelakiej Obecnie KRRiT ma nadane przez ustawę o radiofonii i telewizji ogromne kompetencje, które powodują, iż każdy prywatny właściciel telewizji czy radia musi się do niej wręcz łasić, by móc funkcjonować. Od arbitralnej decyzji KRRiT zależy, kto dostanie 10-letnią koncesję na nadawanie, czy zostanie ona przedłużona na następne lata i czy ktoś taką koncesję straci. 


W nadanej koncesji KRRiT może ustalić (i to robi), jakie konkretne programy mają być emitowane w prywatnych radiach i telewizjach. Nadto kontroluje, a nawet wręcz cenzuruje reklamy radiowe i telewizyjne. Także sama ustawa o radiofonii i telewizji narzuca prywatnym mediom mnóstwo zakazów i nakazów dotyczących reklam i programów, ich liczby, charakteru, czasu nadawania, sposobu produkcji, krajów, z których produkcje mogą pochodzić, języka, w jakim mają być pierwotnie wytworzone itp. Nad przestrzeganiem tych praw czuwa KRRiT, która decyduje, czy ktoś przestrzega zakazów i wywiązuje się z nakazów, oraz nakłada dotkliwe kary finansowe. Owa Rada jest więc z mocy prawa cenzorem, policjantem, prokuratorem, sędzią i zarządcą więzienia w jednej osobie. Państwowe media lewizny Trzeba przyznać, iż pięcioosobowy skład Rady z nominacji poprzedniej ekipy rządowej nie korzystał drobiazgowo ze swych prokuratorsko-sędziowskich uprawnień. O ile o działalności KRRiT i podejmowanych przez nią działaniach było głośno za czasów zasiadania w niej postkomunistycznego układu, o tyle w dwóch ostatnich latach było o niej cicho. Jak już pojawiały się zarzuty, to raczej o bezczynność KRRiT niźli o nadgorliwość. Rada obradowała rzadko i nie podejmowała konfl iktowych decyzji odnośnie prywatnych nadawców. Mało tego – to za nowej KRRiT powstała nowa (a raczej na nowo) ogólnopolska telewizja, z nowym zagranicznym koncernem medialnym jako inwestorem. Nie spodobało się to oczywiście Polsatowi i TVN, bo burzyło „ład” stworzony ponad dekadę temu. Jednak w ofercie państwowych mediów przez ostatnie dwa lata nie zmieniło się nic na lepsze. „Moda na sukces” bije kolejne rekordy najdłużej nadawanej „opery mydlanej”, a najlepszy polski serial science-fi ction „Na dobre i na złe” nadal przedstawia fałszywy obraz polskich szpitali i lekarzy. Poprzedniej ekipie wystarczyła tylko zamiana prezenterów „Wiadomości”, by uznali, że to już oznacza zmianę na lepsze w jakości podawanych informacji. Zarówno poprzedni prezes TVP Bronisław Wildstein, jak i obecny Andrzej Urbański nie podjęli nawet próby zreformowania niewydolnego molocha, zatrudniającego na etatach ponad 4 tys. osób, w którym działa 31 związków zawodowych. 


Cały czas mieli usta pełne frazesów o „misji mediów publicznych”, jednak nic z tego nie wynikało. Zapewne Wildstein, który obecnie jest wielkim zwolennikiem idei istnienia mediów publicznych, mówiąc o „misji”, miał na myśli swój nowy program publicystyczny, który niesie kaganiec oświaty. Tylko że za jego rządów w TVP przed południem, a więc w czasie najmniejszej oglądalności, Milton Friedman mówił o zaletach kapitalizmu, zaś wieczorem, w porze szczytowej oglądalności, leciały programy i fi lmy wychwalającej lewicowe idee. Nadal też nie wiemy, ile kosztuje wyprodukowanie owych „misyjnych programów”. Ze sprawozdania z działalności TVP w 2006 roku można wyczytać, iż do „misji” telewizja Wildsteina i Urbańskiego zaliczała produkcję mydlanych oper, czyli „Klanu”, „M jak Miłość” itp. Skandalem jest zaliczenie do misji sitcomów, czyli seriali komediowych, które na całym świecie przynoszą telewizji największe przychody – tak jak relacje z imprez sportowych, które w TVP i Polskim Radiu są „misyjne”, mimo że na reklamach wokół takich relacji oba państwowe media zarabiają krocie. Ormowcy mediów Obecni rządzący też nie mają pomysłu na sensowną reformę państwowych mediów, nie mówiąc o zmianach całego sytemu prawnego „ładu medialnego”. Ich projekt nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji to wahania dziewicy, która chciałaby, a boi się. Platforma chciałaby zlikwidować KRRiT, ale boi się pozbyć kompetencji do niej przypisanych, o których wyżej napisałem. Dlatego rozbudowane kompetencje kontrolne Rady przekazuje prezesowi Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Teraz to szef UKE ma wydawać i odbierać koncesje, licencje i zezwolenia na nadawanie radiu czy telewizji. To prezes UKE będzie sprawdzał, czy nadawcy przestrzegają warunków koncesji i prawa, a KRRiT będzie mu w tym tylko pomagała, tak jak ORMO pomagało MO. Bowiem w według projektu nowelizacji art. 5 ustawy, Krajowa Rada będzie teraz „stała na straży wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji”. Siedmiu (PO zwiększa o dwa liczbę miejsc w KRRiT) nowych członków Rady będzie mogło jedynie przeprowadzać konkursy do zarządów i rad nadzorczych państwowych mediów. 


Nadto do jej kompetencji będzie należało „inicjowanie postępowań sądowych i administracyjnych związanych z naruszeniami wolności słowa, przewidzianych w niniejszej ustawie oraz w ustawie Prawo prasowe”. Misja rządów status quo Nowelizacja autorstwa PO nie zmienia więc systemu opartego na państwowej kontroli działalności państwowych i prywatnych nadawców, a jedynie przesuwa kompetencje z jednego urzędu do drugiego. I nie ma już znaczenia, w jaki sposób ma być wybierana KRRiT czy prezes UKE. Nowelizacja nie zmienia także systemu działania państwowych mediów. Nadal będą fi nansowe z abonamentu i nadal nie będziemy wiedzieć, na co przeznaczane są pieniądze z przymusowego podatku. Dopiero po tygodniu od sejmowej debaty nad projektem zmian w ustawie medialnej szefostwo Platformy Obywatelskiej zdecydowało się zapowiedzieć, iż zamierza znieść abonament RTV. Na razie przymusowego haraczu na media państwowe nie będą musieli płacić emeryci i renciści, a od 2009 w ogóle podatek ten ma być zlikwidowany. Wywołało te niebotyczne oburzenie szefów państwowych mediów, a politycy PiS i ich przyboczni publicyści zaczęli rozgłaszać, iż w ten sposób PO spłaca wyborczy dług prywatnym telewizjom i radiom. Tymczasem zniesienie haraczu jest krokiem w dobrym kierunku. Rocznie na państwowe media Polacy płacą ponad 1 mld złotych. TVP dostała w 2006 roku z naszych kieszeni 508,8 mln zł i żali się, że to mało. W sprawozdaniu za 2006 rok prezes Andrzej Urbański pisze, iż na realizację misji musiał wydać 1,6 mld zł, więc abonament pokrywa tylko 1/3 wydatków. Jednak kilkanaście stron dalej do owej „misji” zalicza prawie wszystko, co nadała czy wyprodukowała TVP. Jedynie produkcji hollywoodzkich nie wliczono do „misji”. Zresztą na reklamach w 2006 roku TVP zarobiła ponad 1,1 mld złotych. Po doliczeniu przychodów z przymusowego haraczu daje to 1,6 mld zł i zostaje niewielki zysk. Widać więc, iż Wildstein i Urbański wszystko, co ich telewizja „wypluła”, wliczyli do „misji publicznych nadawców”. 
Zresztą z owych 508,8 mln złotych wpływów z naszych podatków TVP od razu wydaje 417 mln zł. Tyle właśnie kosztuje roczne utrzymanie 16 wojewódzkich ośrodków regionalnych. Nic dziwnego, że tak dużo, skoro nikt w TVP nie liczy się z kosztami. Przekonałem się o tym w zeszłym roku, gdy stałem się jednym z bohaterów fi lmu dokumentalnego wyprodukowanego przez państwową telewizję. Realizację fi lmu zleciła centrala TVP w Warszawie ekipie z TVP Katowice. Tylko że zarówno wszyscy bohaterowie, jak i temat dokumentu znajdowali się w stolicy. Dlatego kilkuosobowa ekipa TVP Katowice przyjeżdżała na zdjęcia i nagrania ze Śląska do Warszawy służbowym mikrobusem. Tak właśnie wygląda racjonalne wykorzystanie środków a la państwowe media. Uwolnić rynek Likwidacja abonamentu i wymiana władz państwowych nadawców niewiele pomoże. Nowe zarządy nie będą ani gorsze, ani lepsze od swych poprzedników. Będą robiły to samo, tylko inaczej. Też będą myśleć, iż wymiana prezenterów programów informacyjnych wystarczy do poprawy jakości. Programy będą produkować ci sami ludzie, którzy produkowali je przez ostatnie 20 lat – bez względu, czy rządził Kwiatkowski, czy Wildstein. Treści też nie będą się specjalnie różnić. Recepta na wszelkie zło w mediach jest prosta: uwolnić rynek. Zlikwidować wszelkie uprawnienia kontrolne jakichkolwiek państwowych urzędów wobec mediów. Znieść koncesje na nadawanie. Emitować program mógłby każdy, kto nabyłby od państwa częstotliwości na otwartych i jawnych aukcjach. Natomiast państwowe radio i telewizję trzeba po prostu zlikwidować. Nawet nie próbować prywatyzować, tylko zlikwidować. Sprzęt państwowych molochów sprzedać – choćby nawet na allegro czy e-bay. A jest to poważna kwota. Według danych na koniec 2005 roku, majątek rzeczowy TVP to ponad 533 mln zł. Ze sprzedaży można by było uzyskać blisko 1 mld zł, a do tego dochodzi jeszcze majątek Polskiego Radia. Lekko licząc – 1,5 mld zł dochodu z likwidacji państwowych mediów. Zwolnione przez TVP i PR częstotliwości też sprzedać na aukcjach, gdzie wygrywa ten, co zaoferuje najwyższą cenę. Tu jednak powinien być jeden warunek: te radia i telewizje prywatne, które mają już ogólnopolski zasięg, by nabyć częstotliwość po państwowych mediach, muszą zrezygnować z dotychczasowych. Dlaczego? Dlatego, by Polsat, TVN, RMF, Radio Zet itp. nie mogły zdobyć dominującej pozycji na rynku, podzielić go między siebie i w ten sposób nie dopuszczać do niego żadnego nowego gracza. Jeśli będą musiały zwolnić swoje częstotliwości, by nabyć nową, to zastanowią się, czy to im się opłaca, a bez względu na swoją decyzję zostawią miejsce na powstanie zupełnie nowej telewizji czy radia. Tylko taka reforma ma jakikolwiek sens. Wszelkie inne to łatanie socjalizmu

Prawda o szczepionkach

medycyna | 29 Maj, 2018 11:10

Naszym gościem jest dr Leonard Horowitz, absolwent Harvardu, niezależny badacz i światowy autorytet w dziedzinie edukacji zdrowia publicznego, autor bestsellera Emerging Viruses: AIDS & Ebola (Pojawienie się wirusów AIDS i Ebola). Dlaczego rozmawiamy z drem Horowitzem? Otóż dlatego, że chorzy na zespół chronicznego zmęczenia1 mają osłabiony układ odpornościowy. Cierpią na brak odporności. Mają immunosupresję. Są łatwym łupem dla każdego nowego wirusa, zwłaszcza dla wirusów ze zdolnością do niszczenia układu odpornościowego. Tak więc nie wdając się w dalsze dywagacje witamy pana w naszym programie, drze Horowitz. Dr Leonard G. Horowitz: Dziękuję drze Mazlen. Udział w pana programie to dla mnie wielki zaszczyt i przyjemność. Dr Mazlen: Cieszymy się bardzo, że może pan dzisiaj z nami rozmawiać. Może zacząłby pan od ogólnego zapoznania nas ze swoją książką. Dr Horowitz: Zgoda. Spędziłem 3 lata na badaniu wniosku Ministerstwa Obrony z roku 1970 o wyasygnowanie 10 milionów dolarów na pięcioletnie badania, których celem miało być stworzenie mikroorganizmów niszczących system immunologiczny. Miały one służyć jako broń biologiczna. Z początku nie mogłem uwierzyć, że to naprawdę oficjalny dokument. Ostatecznie podążyłem tropem pieniędzy, literatury naukowej i dokumentów sądowych i odkryłem, że pieniądze trafiły do organizacji o nazwie Litton Bionetics.

 

Czy słyszał Pan kiedykolwiek o kuchenkach mikrofalowych Littona? Dr Mazlen: Oczywiście. Dr Horowitz: Otóż, są oni również powiązani finansowo z wielkimi korporacjami zbrojeniowymi i mają firmę medyczną Litton Bionetics. W końcu lat sześćdziesiątych i na początku siedemdziesiątych byli na szóstej miejscu listy firm związanych finansowo z producentami broni biologicznych. To oni dostosowali wiele mikroorganizmów niszczących system immunologiczny do celów wojny biologicznej. Otrzymywali ponad 2 miliony dolarów rocznie na badania i rozwój tego typu mikroorganizmów, a także na badania nad rakiem oraz szczepionkami. I to jest główny temat mojej książki. Emerging Viruses: AIDS & Ebola opowiada o tym, kto doprowadził do powstania wirusów w rodzaju AIDS i Ebola, jak i dlaczego je wyprodukowano – cały proces ich tworzenia. A potem, co wydaje mi się najbardziej nieprawdopodobne, odkryłem i przedrukowałem w formie fotokopii kontrakty rządowe pokazujące, ile pieniędzy amerykańskich podatników idzie na te badania. Dr Mazlen: Ta sprawa bardzo interesuje naszych słuchaczy, zwłaszcza tych, którzy cierpią na zespół chronicznego zmęczenia, a także tych, którzy podejrzewają, że go mają, i tych, którzy nie są tego pewni, jako że każdy nowy wirus mający zdolność osłabiania odporności immunologicznej stanowi dla nich oraz dla całego społeczeństwa poważne zagrożenie. Na 134 stronie swojej książki pisze pan: „Składając te wszystkie fakty razem, rozumiem obecnie, jak łagodny dla ludzi małpi wirus DNA, taki jak SV-40… i inne pospolite retrowirusy zanieczyszczające szczepionki, takie jak SFV, mogły po dziesiątkach lat stać się retrowirusami RNA, które poprzez skażone szczepionki rozprzestrzeniły się na miliony ludzi na całym świecie”.

 

Czy mógłby Pan nieco rozwinąć tę sprawę i przybliżyć ją naszym słuchaczom? Dr Horowitz: Oczywiście. Istotą tej książki i zarazem zawartym w niej ostrzeżeniem jest to, że mamy Urząd ds. Leków i Żywności2, który nie mówi lekarzom naukowcom i lekarzom praktykom ani też społeczeństwu prawdy o skażonych szczepionkach oraz metodach ich produkcji. Na przykład doustna szczepionka przeciw polio [choroba Heinego-Medina] do dzisiaj przygotowywana z wykorzystaniem tkanek małpich nerek, które są skażone nie tylko małpimi wirusami, ale również wirusami opryszczki, takimi jak na przykład małpi cytomegalowirus, wirus choroby Epsteina-Barra czy wirus opryszczki typu B, o których wiadomo, że należą do grupy wirusów niszczących układ immunologiczny. Wiemy też, że szczepionką, która najprawdopodobniej przyniosła światu AIDS, a być może nawet syndrom chronicznego zmęczenia, gdyż obie te choroby pojawiły się w tym samym 1978 roku, była wyprodukowana w roku 1974 w laboratoriach firmy Merck, Sharpe & Dohme przy wsparciu Centrum Chorób Zakaźnych i Urzędu ds. Leków i Żywności eksperymentalna szczepionka przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B. Szczepionka ta była przygotowana częściowo z wykorzystaniem zarażonych małp sprowadzonych przez firmę Litton pracującą nad broniami biologicznymi na zlecenie Ministerstwa Obrony. Wiemy już dziś na pewno, że małpy, które wykorzystano do przygotowania tej szczepionki, były zarażone. Mamy nawet stosowne oświadczenie na ten temat złożone przez człowieka, który stworzył te szczepionki. 

Nazywa się on dr Maurice Hilleman i był szefem produkcji szczepionek w firmie Merck, Sharpe & Dohme. Tak więc produkowali te szczepionki częściowo na zarażonych zwierzętach, a potem podawali je ludziom. W ten sposób doszło do tego, że mamy obecnie różne schorzenia związane z układem odpornościowym, a także dziwne odmiany raka oraz dziwne choroby autoimmunologiczne, których skala jest tak duża, że możemy już mówić o epidemii. Dr Mazlen: To wszystko rodzi wiele pytań, niemniej chciałbym ponownie wrócić do pana książki, w której przytacza pan wywiad dra Edwarda Shortera z drem Hillemanem [str. 484-485], podczas którego Hilleman powiedział: „w rzeczy samej w tych szczepionkach było 40 różnych wirusów, które były nieatywne” – na co Shorter odrzekł: „Ale nie zneutralizowaliście [SV-403]…” „Tak, to prawda” – przytaknął Hilleman i nawet dodał: „A szczepionka przeciwko żółtej febrze zawierała wirusa białaczki, ale wie pan, to było w czasach, kiedy wiedza na ten temat była jeszcze bardzo niedoskonała”. Z tego oświadczenia dowiadujemy się teraz, że w szczepionkach były nie tylko wirusy uszkadzające układ odpornościowy, ale wywołujące również białaczkę. Mówi pan o tym w swojej książce. Mówi pan o przypadkach białaczki dotyczącej limfocytów T. Co mógłby pan powiedzieć na ten temat? Czy nadal istnieje jakieś związane z tym ryzyko? Dr Horowitz: Uważam, że tak, drze Mazlen.

 

Jestem głęboko przekonany, że to ryzyko nadal istnieje. Aby to uzasadnić, posłużę się przykładem. Urząd ds. Leków i Żywności, który ma chronić nasze zdrowie, musi przymykać oko na skażoną doustną szczepionkę przeciwko polio, którą musimy rzekomo zgodnie z prawem podawać naszym dzieciom, mimo iż każda jej dawka zawiera około 100 wirusowych zanieczyszczeń pochodzących od małp. Mówię „rzekomo”, gdyż nie jest to prawda. Są bowiem od tego przymusu wyjątki podyktowane względami duchowymi i religijnymi, tak że w rzeczywistości to szczepienie nie jest obecnie obowiązkowe. Mimo to tworzy się atmosferę, że nie można wysłać swojego dziecka do szkoły lub nie można pracować np. w służbie zdrowia bez poddania się temu szczepieniu. Jest to oczywista nieprawda. Wie pan, Urząd ds. Leków i Żywności musi przymykać oko na te 100 wirusowych zanieczyszczeń każdej dawki tej szczepionki, ponieważ ma ręce związane prawami własności i umowami tajności narzuconymi przez przemysł farmaceutyczny. Innymi słowy, producenci leków nałożyli im kaganiec, w związku z czym nie mogą oni powiedzieć innym naukowcom, jaki jest prawdziwy rozmiar skażenia i ryzyko związane ze szczepionkami. Tym sposobem lekarze, których szkolenie medyczne opłacane jest w większości przez przemysł farmaceutyczny, nigdy nie poznają prawdy i w rezultacie widząc zakatarzonego pacjenta i mówiąc mu, że te szczepionki „są dla pańskiego dobra” lub „dla dobra pańskich dzieci”, wierzą w to. Zostali po prostu poddani zwykłemu praniu mózgów.

 

Są jak wyznawcy kultu, którzy w wielu przypadkach nie wiedzą nawet, kim są jego przywódcy. Dr Mazlen: Przyznaję, że na uczelniach medycznych nie podaje się żadnych istotnych informacji na temat technologii produkcji szczepionek. To znaczy, chcę powiedzieć, że nie ma nic na ten temat w programie. Nie pamiętam z programu nauczania niczego, co dałoby się tu zastosować. Mówi ci się po prostu, że masz to zrobić. Tak więc wiesz, że to jest dobre i robisz to. To zmienia cały obraz, gdyż w dobrej wierze nie podałbyś pacjentowi czegoś, o czym wiedziałbyś, że jest to skażone czymś szkodliwym. Pomówmy teraz trochę o pracy dra W. Johna Martina i o tym, dlaczego wspomina pan o niej w swojej książce. Dr W. John Martin napisał do niej przedmowę i jest w niej ustęp, w którym mówi pan o jego pracy w Urzędzie ds. Leków i Żywności, gdzie był on dyrektorem Wydziału Wirusologii Onkologicznej podległego Biuru Badań Biologicznych [obecnie Ośrodek Biologii, Oceny i Badań]. Twierdził, że był informowany o skażeniu szczepionek małpim cytomegalowirusem (CMV). Jest to ważne, gdyż donosił on o przypadkach wykrycia utajonego wirusa CMV z rodziny herpeswirusów w rejonie pustyni Mojave w Arizonie, który rozprzestrzeniał się we wszystkich kierunkach przenikając do głównych miast i centrów mieszkalnych. Czy mógłby pan to skomentować?

Dr Horowitz: Oczywiście, drze Mazlen, bardzo chętnie. Informacje te pochodzą przede wszystkim z osobistych rozmów z drem Martinem. Dr Martin jest rzeczywiście autorem przedmowy do mojej książki Emerging Viruses i opowiedział mi o tym, czego był świadkiem, kiedy pracował na stanowisku testera szczepionek w Biurze Badań Biologicznych oraz na swoim obecnym stanowisku, gdzie jest odpowiedzialny za badanie ludzi zakażonych w wyniku szczepień prowadzonych w latach 1976-1980. Twierdzi, że nie ma powodu, aby te szczepionki pozostawały skażone, że władze mają możliwości i technologie ich oczyszczenia, ale nie robią tego. Widzę, że chyba zapuściłem się w socjopolityczne szczegóły tej sprawy, więc na tym poprzestanę, jako że z braku czasu nie chciałbym się dzisiaj nad tym rozwodzić w pana programie, niemniej pozwolę sobie przytoczyć jeden przykład. Kiedy dr Martin znalazł w szczepionkach niektóre z obcych wirusów DNA i RNA, poszedł do swojego przełożonego w Urzędzie ds. Leków i Żywności i powiedział: „Wie pan, mamy problem z tymi szczepionkami” – na co jego szef odrzekł: „Przestań się tym martwić. Za każdym razem, gdy zjadasz jabłko, połykasz obce DNA”. 


Tak odpowiedział. Dr Mazlen: To nie jest zbyt pocieszające. Ten komentarz rzeczywiście może wzbudzić poczucie niepewności w stosunku do szczepionek. Któregoś razu gościliśmy w tym programie ludzi poważnie zastanawiających się, czy powinni podać szczepionkę swoim dzieciom lub osobom z zespołem chronicznego zmęczenia. I trudno mi było im coś doradzić, ponieważ naprawdę nie wiemy, jak to wszystko w rzeczywistości wygląda. Nie wdając się w szczegóły, dr Martin podaje, tak jak i pan w swojej książce, że nosicielstwo SV-40, który znajdował się w doustnej szczepionce przeciwko polio, jest obecnie szeroko rozpowszechnione w społeczeństwie i systematycznie rozprzestrzenia się. Dr Horowitz: To prawda. Nie dalej jak trzy tygodnie temu Journal of American Medical Association opublikował pierwszy artykuł wykazujący, że już w roku 1961 wiedziano, że małpi wirus 40 [SV-40], czterdziesty według kolejności odkrycia małpi wirus, stanowił skażenie obydwu szczepionek przeciwko polio, zarówno Salka, jak i Sabina, które podano ponad 100 milionom ludzi na całym świecie, głównie w Rosji. Według Hillemana, którego wywiad z Shorterem mamy nagrany na taśmie, dowcipem roku 1961 stało się powiedzenie, że rosyjscy atleci pojawią się na olimpiadzie pokryci nowotworami, ponieważ tą skażoną szczepionką zaszczepiono głównie Rosjan.

 

Zatem jak pan widzi, nigdy ich nie oczyścili, to znaczy nie całkowicie. Do dziś podajemy ludziom małpie wirusy. Artykuł w JAMA omawia specyficzne typy raka – „unikalne raki”, jak je nazywają – twierdząc przy tym, że społeczeństwo nie powinno się tym martwić. Jestem innego zdania. Uważam, że to powinno być powodem najwyższego niepokoju. Myślę, że należy wprowadzić oficjalne moratorium na stosowanie popieranych przez rząd Stanów Zjednoczonych szczepionek, przynajmniej do czasu, przeprowadzenia dogłębnego, niezależnego naukowego dochodzenia, jak również, miejmy nadzieję, dochodzenia z ramienia Kongresu obejmującego wszystkie udokumentowane fakty. Artykuł w JAMA mówi jednak, że tylko owe „unikalne” raki mają związek z SV- 40. Jeden z wcześniejszych artykułów mówi, że 25 procent mieszkańców Włoch jest nosicielami tego małpiego wirusa. Uważam, że w Stanach Zjednoczonych ten procent jest wyższy. Dr bakteriologii Bernice Eddy odkryła [w 1954 roku wraz z badaczką raka Sarah Stewart] szczególnego wirusa, którego nazwano początkowo SE polyoma. Odkryła go w skażonych szczepionkach przeciwko polio i wykonała zdjęcia kilkunastu małp, które przewróciły się i zmarły lub zostały sparaliżowane po ich podaniu im. Jej przełożony z Narodowych Instytutów Zdrowia skonfiskował te zdjęcia, po czym zdegradował ją i odebrał fundusze. Po 10 latach dochodzenia sprawiedliwości w roku 1972 stanęła przed członkami Kongresu Stanów Zjednoczonych i powiedziała: „Jeśli nadal będziecie pozwalać na obecność na rynku tych skażonych szczepionek, to gwarantuję wam, że w ciągu 20 następnych lat będziecie mieli taką epidemię raka, jakiej świat dotąd nie widział”. I to jest dokładnie to, co mamy dzisiaj.

 

Dr Mazlen: To prawda, jeśli wliczy się w to wirusa AIDS. Nie ma co do tego wątpliwości. W swoich dociekaniach, które przedstawia pan w książce – myślę, że każdy, kto ją przeczyta, będzie pod wrażeniem ogromu pracy, jakiej pan dokonał – poświęcił pan sporo miejsca rozważaniom, z których wynika, że wirus AIDS mógł powstać na drodze syntezy, zmieszania kilku zabójczych wirusów w celu stworzenia wirusa niszczącego układ immunologiczny. Kiedy to się stało? Dr Horowitz: Badania te mające na celu zmutowanie i zhybrydyzowanie SV-40 i innych małpich wirusów ze zwierzęcymi wirusami rakotwórczymi zaczęły się we wczesnych latach sześćdziesiątych. Z umowy przedstawionej w Emerging Viruses wynika, że realizacja Specjalnego Programu Wirusów Rakowych rozpoczęła się 12 lutego 1962 roku. Był to hojnie finansowany tajny program, którego efekty poznano po tym, jak ludzie z Narodowych Instytutów Zdrowia zdali sobie sprawę, że zaszczepili ponad 100 milionów ludzi na całym świecie szczepionkami zawierającymi wirusy raka. Kiedy do tego przystępowali, jawiło się to jako podstawa możliwości wielkiego interesu w tej dziedzinie, przeto rozpoczęli szeroko zakrojone badania nad mutowaniem małpich wirusów, aby zobaczyć, co będzie w połączeniu z nimi powodować raki, a potem zapewne jak można je leczyć szczepionkami lub w inny sposób. Tak więc w latach sześćdziesiątych, a zwłaszcza pod ich koniec, kierowani przez dra Roberta Gallo badacze Litton Bionetics oraz Narodowego Instytutu Raka zdobyli dużą biegłość w pobieraniu małpich wirusów i łączeniu ich z czymś takim jak koci wirus RNA białaczki, co wywoływało całą gamę objawów identycznych z objawami osób chorych na AIDS. Innym ich ulubieńcem, którego używali do mutowania małpich wirusów, był kurzy wirus leukaemii sarcoma RNA, który powodował wyniszczenie organizmu, immunosupresję i śmierć. Potem stwierdzili, że aby otrzymać wirusa, który mógłby łatwo przejść z jednego gatunku na drugi i zaodoptować się do ludzkich organizmów, w ramach jednych badań hodowali go w ludzkich białych krwinkach, a ramach innych w ludzkich płodach.

 

Dzięki temu mógł on wytworzyć to, co nazywa się „aparatem zaczepienia”. Są to unikalne białka, takie jak na przykład gp120. Dr Mazlen: Zanim zakończymy dzisiejszy program, chciałbym wspomnieć o kilku bardzo ważnych rzeczach. Pierwsza, czy krwiodawstwo jest bezpieczne, jeśli krew nie jest badana na obecność małpich wirusów SV-40 i CMV? Dr Horowitz: Nie sądzę. Uważam, że to bardzo nagląca sprawa, w której również powinno być przeprowadzone niezależne naukowe dochodzenie oraz dochodzenie z ramienia Kongresu. Widzi Pan, bankierzy krwi – międzynarodowi „banksterzy” krwi, jak ich zwykłem nazywać – to ludzie, którzy dopuścili do tego, że 10 000 chorych na hemofilię w USA otrzymało krew skażoną wirusem HIV. Ostatnio poinformowano nas także, że jeśli mieliśmy w latach 1997- 1999 transfuzję krwi, to lepiej przebadajmy się na obecność rakowej bomby zegarowej, jaką jest wirus zapalenia wątroby typu C. To ci sami ludzie dopuścili do tego. Są oni mocno powiązani finansowo oraz w inny sposób z firmami produkującymi skażone szczepionki. Niepokoi mnie, że poprzez system ochrony zdrowia robią wielkie fortuny na ludzkim cierpieniu i że właśnie dlatego ludzie umierają na tej planecie. Co ciekawe, pokrywa się to z bardzo jasnym i wyraźnie sformułowanym, dobrze udokumentowanym programem redukcji ludzkiej populacji. Bardzo mnie to niepokoi.

GAZY DZIALAJACE NA UKLAD NERWOWY POCHODZACE Z KATALIZATOROW SAMOCHODOWYCH

medycyna | 25 Kwiecień, 2018 20:37

Byc moze niektorzy z panstwa czytali ostatnie wydanie mojego stustronicowego opracowania Steuerbegunstiger Lungenkrebs (Podatek na rzecz walki z rakiem pluc) dotyczacego problemow zwiazanych z platynowymi katalizatorami montowanymi w ukladzie wydechowym samochodow. Zaden z faktow, ktore w nim opisalem, nie wymaga usuniecia lub aktualizacji. Kierowcy samochodow staneli obecnie przed posrednimi problemami o charakterze ekonomicznym, ktore przewidzialem i w nim przedstawilem. Chodzi o to, co bedzie, kiedy katalityczne konwertory nie beda spelnialy ostatnio wprowadzonych wymogow dotyczacych skladu spalin, co ma czesto miejsce? Trzeba bedzie dokonywac reperacji, ktore beda stanowily dla niektorych rodzin nadmierne obciazenie finansowe powodujace w ekstremalnych przypadkach na przyklad koniecznosc rezygnacji z corocznego urlopu. Po wywiadzie udzielonym stacji telewizyjnej ZDF, ktory zostal wyemitowany tuz po serialu Black Forest Clinic w lipcu 1987 roku, zostalem w bardzo niewybredny sposob oszkalowany przez ADAC (niemiecki automobilklub) oraz przedstawicieli przemyslu, konkretnie przez rzecznika Shell AG, za to, ze chcialem uswiadomic ludziom problemy zwiazane z zatruciem benzenem wynikajacym ze stosowania katalitycznych konwertorow gazow spalinowych. Jaki byl tego skutek? Ano taki, ze w gazie wydobywajacym sie z katalizatorow nadal wystepuje benzen. Rakotworczy benzen, ktory latwo rozpuszcza sie w tluszczach, wykryto nawet w slodyczach sprzedawanych na stacjach benzynowych. Kiedy potem wykazalem, ze takie substancje jak toluen czy benzen metylowy, ktorych duze ilosci zawiera benzyna bezolowiowa, maja rowniez silne wlasciwosci rakotworcze, ponownie zostalem calkowicie zignorowany. Wydawalo mi sie, ze w swoim opracowaniu przedstawilem dosc jasno fakty oraz wyniki analiz problemow zwiazanych z katalizatorami, ktore wystepowaly do roku 1991. Nasze najczarniejsze przewidywania okazaly sie jednak niczym wobec faktow, ktore udalo sie nam zgromadzic od kwietnia 1991 roku. Ten nowy etap badan zapoczatkowal program Larry'ego Kinga wyemitowany przez CNN w okresie Wielkanocy 1991 roku, ktory mialem okazje obejrzec bedac na Florydzie. Larry King jest czolowym amerykanskim prezenterem telewizyjnym. Przedmiotem rozmowy w tym programie byl tak zwany ,,zespol przewleklego zmeczenia" - ostatnio wykryta w Stanach Zjednoczonych choroba. Pojawila sie ona rowniez w Japonii (pod nazwa ,,ludziozabojczego syndromu"), w duzych miastach Australii (gdzie jezdzi sie przewaznie japonskimi samochodami), a nade wszystko w Szwajcarii. Glowny objaw CFS1 to odczuwanie zmeczenia i wyczerpania, nawet w czasie dnia, mimo dobrze przespanej nocy. Okolo 60 procent ulega lekkiej depresji, ktora nie poddaje sie zwyklym srodkom antydepresyjnym. Co wiecej, towarzysza temu chroniczne infekcje wirusowe, szczegolnie ukladu limfatycznego urologicznego i przewodu oddechowego, czemu czesto towarzysza guzy wezlow chlonnych i powiekszenie migdalkow. Wlasnie z tych powodow sadzi sie obecnie w Niemczech, ze CFS musi byc ,,choroba wirusowa". Kiedy dziesiec lat temu zaobserwowano po raz pierwszy CFS w uzdrowiskach usytuowanych nad jeziorem Tahoe, u pacjentow wystepowalo zakazenie wirusami typu herpes2 oraz stwierdzono u nich duza ilosc przeciwcial na te wirusy. Od tej chwili ukazalo sie wiele publikacji omawiajacych problem infekcji u pacjentow cierpiacych na CFS i wszystkie one prowadzily do tego samego wniosku: w przypadkach CFS wystepuja najrozniejsze typy zakazen w skumulowanej formie, a zwlaszcza zakazenie wirusami typu herpes (potencjalnie rakotworczymi i bedacymi przyczyna bialaczki), wirusami cytomegalitycznymi (obwinianymi o raka nerek i innych organow jamy brzusznej), wszelkiego rodzaju bakteriami patogennymi, z ktorych czesc jest wysoce toksyczna i moze prowadzic do zagrazajacego zyciu zapalenia pluc oraz do czesto wystepujacej u tej grupy pacjentow grzybicy.3 Wnioski z tych obserwacji sa nastepujace: w przypadku CFS wystepuje znaczne obnizenie odpornosci ogolnej, ktorego przyczyny nalezy szukac na poziomie komorkowym, a konkretnie w blonie komorkowej. Wszystkie te objawy majace charakter niesprecyzowanej infekcji nazywamy infekcja ,,okupacyjna" i glo- wna ich przyczyna jest obnizona odpornosc. Bazujac na bardzo dokladnych informacjach, ktorych udostepnil mi program Larry'ego Kinga w CNN, uswiadomilem sobie, ze CFS jest nierozerwalnie zwiazany z coraz powszechniejszym uzywaniem w samochodach katalitycznych konwertorow. Wkrotce po powrocie z USA, w roku 1991, wszystkie elementy tej ukladanki zaczely pasowac do siebie, jak tryby w zegarku: 1. Czolowy amerykanski metalurg udowodnil mi, ze przy obecnosci chlorkow w benzynie katalizatory musza wytwarzac fosgen, co praktycznie ma zawsze miejsce. Az do roku 1993 zaden z producentow paliw nie ujawnil, ze pewien zwiazek chloru jest stosowany jako ,,dodatek" do benzyny. Fosgen (COC14) jest gazem bojowym, ktorego po raz pierwszy uzyto podczas pierwszej wojny swiatowej. Ma toksyczny wplyw na pluca. 2. K., ktory zmarl niestety w miedzyczasie i mial staly dostep do wszystkich nowinek technicznych wprowadzanych przez firme Volkswagen z siedziba w Wolfsburgu, pewnego razu zglosil sie do mnie z objawami widocznej paniki, mowiac: ,,Volkswagen polecil mi sprawic, aby Zaklady Gotze w Burscheid opracowaly takie uszczelnienie tloka, ze juz nic szczelniejszego nie daloby sie wymyslic". Ma to zwiazek z chemia: bezolowiowa katalizowana benzyna zawiera duze ilosci MTBE (eter trojbutylometylowy), ktory jest niezbedny jako srodek zapobiegajacy stukaniu silnika (przedwczesny zaplon) i zastepuje czteroetylek olowiu (TEL). W celu poprawienia wlasnosci benzyny w miedzyczasie zwiekszono w niej ilosc MTBE. Z tego samego powodu pozostawiono w niej piecioprocentowa zawartosc benzenu, ktora jest wrecz ,,kryminalna" iloscia. (W USA ilosc benzenu nie przekracza 1 procenta). Olej silnikowy zawiera dwutiofosforan cynku [ZDTP], ktorego niemozna zen usunac, poniewaz przedluza on trwalosc oleju. ,,Kiedy MTBE i ZDTP wchodzaw rezultacie pogrzania ze sobaw reakcje, to jest oczywiste, ze musi dojsc do katastrofy" - stwierdzil K. Kiedy MTBE i ZDTP wchodza w reakcje, moga powstawac estry fosforowe i zwiazki im podobne, ktore zaliczamy do grupy gazow nerwowych (Tabun, Sarin, E-605 itp.). Pod koniec roku 1993 zwrocilem sie w tej sprawie do profesora zwyczajnego Szkoly Medycznej w Hanowerze. Uslyszalem od niego, ze poza estrami fosforu i fosfatami, w wyniku reakcji miedzy MTBE i ZDTP moga powstawac enole, ktore blokuja witalne enzymy bardziej niz siarkowodor (H2S), ktory jest rowniez wydzielany w duzych ilosciach przez katalizatory samochodowe. 3. Wkrotce po wizycie K., zwrocil sie do mnie W. z Hanoweru, ktory rowniez niedawno zmarl, z nastepujaca sprawa: ,,Moj syn zlapal duza ilosc much domowych i polowe ich trzymal w siatce w odleglosci okolo 50 centymetrow od wylotu rury wydechowej dosyc starego samochodu. Muchy byly dosyc otepiale, ale przezyly. Druga polowe much umiescil w takiej samej odleglosci od wylotu rury wydechowej samochodu wyposazonego w katalizator. Po 110 sekundach wszystkie zdechly, i co ciekawe, niemal jednoczesnie". Wystapienie zgonu ,,niemal jednoczesnie", to znaczy bez jakiegokolwiek szerszego rozlozenia w czasie, jest typowym efektem dzialania estrow fosforu oraz/lub enoli, to znaczy substancji, ktore blokuja komorkowe lancuchy oddechowe. 4. Od roku 1986 kilka razy kontaktowal sie ze mna telefonicznie brygadzista zespolu montazowego badz inzynier pracujacy w zakladach Mercedes-Benz w Sindelfingen. Poinformowal mnie o naglym wprowadzeniu szczegolnych srodkow zabezpieczajacych przy montazu katalizatorow oraz o innych zabezpieczeniach, ktore wedlug zakladow Mercedes-Benz mialy byc trzymane w tajemnicy i dotyczyly problemow z platyna. W roku 1991 ten sam czlowiek zadzwonil do mnie ponownie, mowiac: ,,Doktorze, prosze nam pomoc! Spaliny z samochodow wyposazonych w katalizatory (nie chodzi tu o diesle) zawieraja toksyczny gaz i to w znacznych ilosciach. Problem staje sie naprawde powazny po przejechaniu przez samochod 15 000 kilometrow, kiedy uszczelnienia nie maja juz wystarczajacej jakosci". Trzy dni po jego telefonie uslyszalem w swoim samochodowym radiu ostrzezenie, w ktorym Mercedes-Benz uprzedzal swoich klientow o ,,toksycznych efektach ubocznych" mogacych wystapic w samochodach wyposazonych w katalizatory, ktore moga byc powazne ,,po przejechaniu przez samochod 15 000 kilometrow". O ile mi wiadomo, paliwo do silnikow diesla nie zawiera w ogole MTBE, w zwiazku z czym wytwarzanie gazow oddzialywajacych na uklad nerwowy czlowieka przez te samochody na razie nam nie grozi. Taki byl stan naszej wiedzy na temat wytwarzania gazow nerwowych - z wyjatkiem enolu - do konca roku 1992. W lipcu 1991 roku opublikowalem w tej sprawie raport w Townsend Letter for Doctors (TLfD). W zwiazku z ,,wybuchowym" charakterem tego problemu TLfD wydrukowal moj artykul w trybie nadzwyczajnym. No i oczywiscie wszyscy czytelnicy Raum & Zeit sa rowniez swiadomi tego problemu. Mimo to minister ochrony srodowiska, Topfer, nie przedsiewzial zadnych dzialan w tym kierunku, co jest przeciez jego obowiazkiem, jak to bylo rowniez w przypadku benzenu w roku 1987. W miedzyczasie czestotliwosc wystepowania CFS w Niemczech znacznie wzrosla, ale zycie toczylo sie swoim torem. Wydawalo mi sie, ze juz wszystko zostalo powiedziane w sprawie katalitycznych konwertorow i gazu nerwowego, dopoki w roku 1993 nie dokonano wrecz okrutnego odkrycia...

Cała prawda o wirusie HIV i AIDS

medycyna | 02 Kwiecień, 2018 09:25

The HIV Connection? – grupa złożona z naukowców i nieprofesjonalistów oznajmiła 12 października 1992 roku, że udostępni opinii publicznej swój referat „Kryzys AIDS – druga strona”, który prezentuje obiektywną, udokumentowaną i opatrzoną komentarzem historię dominującej obecnie i powszechnie akceptowanej teorii, w myśl której wirus HIV jest jedyną i bezpośrednią przyczyną AIDS. Grupa ta została stworzona przez Eda Vargasa w roku 1992 w celu upowszechniania informacji o HIV i AIDS, jakich nie można było uzyskać u sław zajmujących się tym problemem. Obecnie w skład grupy wchodzą ludzie ze wszystkich zarażonych AIDS społeczności, zaś jej działalność koncentruje się na edukacji mediów, polityków, a także osób mających AIDS i zarażonych wirusem HIV.

Rozpowszechniąc „Kryzys AIDS – druga strona” grupa ma nadzieję zainicjować proces ponownej oceny aktualnej hipotezy na temat związku HIV-AIDS. Sądzi, że taka ocena doprowadzi do powstania bardziej produktywnej hipotezy, niosącej więcej pożytku dla zdrowia ludzi, między innymi w zakresie zapobiegania oraz leczenia AIDS. KRYZYS AIDS – DRUGA STRONA W kwietniu 1984 roku Sekretarz ds. Zdrowia i Opieki Społecznej Stanów Zjednoczonych, Margaret Heckler, oświadczyła światu na konferencji prasowej, że amerykański naukowiec, dr Robert Gallo, odkrył „prawdopodobną przyczynę” zespołu nabytego niedoboru odpornościowego (AIDS1 ) – retrowirusa, który otrzymał w konsekwencji nazwę „ludzki wirus braku odporności” (HIV2 ). Od czasu tego wystąpienia epidemia AIDS oraz nasze zrozumienie mechanizmów tej choroby rozgrywają się na tle krajobrazu politycznego. Margaret Heckler, polityk, złożyła swoje oświadczenie, zanim opublikowano wyniki pierwszych amerykańskich badań nad wirusem HIV.

Ponadto, w żadnym medycznym bądź naukowym czasopiśmie nie ukazała się jakakolwiek dyskusja czy choćby omówienie najważniejszych punktów tamtej wypowiedzi. Taka metoda stanowienia nauki poprzez ogłaszanie odkryć naukowych za pośrednictwem prasy gwałci konwencjonalne procedury naukowe i dobre obyczaje. Polityczna decyzja, aby odkrycie AIDS przypisać Gallo okazała się niewypałem w świetle dokładnych badań, które doprowadziły do ustalenia, że wirus HIV został odkryty w roku 1983 przez dra Lucę Montagniera z Francji, który przesłał Gallo próbki wyodrębnionego przez siebie wirusa.3 Odkryty ponoć przez Gallo retrowirus był identyczny z nadesłanym przez Montagniera. [1] W ślad za rewelacjami Heckler Gallo natychmiast opublikował cztery artykuły w Science (maj 1984), wykazując w nich istnienie związku między HIV i AIDS. Materiały te, będące podstawą obowiązujących obecnie hipotez, w myśl których HIV jest jedyną i bezpośrednią przyczyną AIDS, poddane zostały ostatnio krytycznym badaniom przez Narodowy Instytut Zdrowia oraz Narodową Akademię Nauk. [2] Obie te instytucje podważyły ich naukową wartość, zaś autorowi zarzuciły oszustwo. Od czasu konferencji prasowej w kwietniu 1984 roku nie opublikowano ani jednego sprawozdania z badań mających na celu udowodnienie, że wirus HIV wywołuje AIDS. Ponadto nie doszło do dyskusji tak w obrębie środowiska naukowców, jak i poza nim, nad sprzecznościami i brakiem konsekwencji w obecnej teorii HIV-AIDS oraz badaniach epidemiologicznych, które legły u jej podstawy. Innymi słowy, aktualna hipoteza HIV-AIDS jest całkowicie bezproduktywna pod względem korzyści dla zdrowia ludzi w zakresie zapobiegania i leczenia AIDS, a nawet prognozowania przebiegu choroby u poszczególnych pacjentów bądź epidemii w całej populacji.

Niniejszy materiał stanowi przegląd sprzeczności i niekonsekwencji z punktu widzenia wirusologii i epidemiologii występujących w aktualnej teorii HIV-AIDS, które nigdy nie zostały wyraźnie wskazane przez nasze autorytety w dziedzinie walki z AIDS. Mamy nadzieję, że dokument ten unaoczni amerykańskiemu rządowi oraz społeczności naukowej potrzebę poważnej rewizji aktualnej hipotezy HIV-AIDS oraz priorytetów w badaniach nad AIDS. Mamy też nadzieję, że ta rewizja doprowadzi do stworzenia bardziej produktywnej hipotezy AIDS, a także podjęcia badań nad innymi czynnikami i/lub przyczynami AIDS z uwzględnieniem lub bez czynnika HIV.

HIPOTEZA HIV-AIDS Aktualna hipoteza HIV-AIDS stwierdza, że retrowirus4 HIV zaraża i zabija CD45 oraz limfocyty T6 . Obniżenie liczby limfocytów T w ciele jest jednym ze wskaźników rozpoznawczych Ludzi z AIDS (PWA7 ), a jego rezultatem jest osłabienie systemu immunologicznego powodujące, że organizm staje się bezbronny wobec jednej lub kilku spośród 25 znanych chorób zgrupowanych w syndrom określany terminem AIDS. W ciągu ostatnich ośmiu lat intensywnych badań nad HIV udowodniono, iż tylko jeden na dziesięć tysięcy limfocytów T jest aktywnie zainfekowany tym wirusem [3], co znajduje potwierdzenie także przy zastosowaniu najnowszej techniki detekcji znanej jako PCR8 . Taki wskaźnik utraty limfocytów T odpowiada utracie kropli krwi dziennie. Każdy może sobie pozwolić na taką stratę bez obawy, że wystąpią jakiekolwiek symptomy. Społeczność naukowców nurtuje następujące pytanie: Co takiego zabija miliardy limfocytów T i dziesiątkuje inne komórki systemu immunologicznego, takie jak na przykład limfocyty NK9 , jeśli to nie wirus HIV jest jedynym tego sprawcą, a co obserwujemy u Ludzi z AIDS? Chociaż nie znamy dokładnie mechanizmów, za pomocą których wirusy wywołują chorobę, aktualna hipoteza HIVAIDS utrzymuje, że wirus HIV może przebywać w stanie uśpionym w limfocytach T nawet przez 15 lat. Następnie, za pomocą jakiegoś nieznanego procesu, wirus HIV podlega aktywacji i niszczy kolejne limfocyty T. Naukowcy nie potrafią wyjaśnić tego okresu uśpienia, jako że nauka nie zna ani jednego wirusa bądź retrowirusa, który wywoływałby chorobę po 10-15 latach – co wię- cej, jego istnienie pozostawałoby w sprzeczności z obowiązującymi od dawna zasadami wirusologii. [13] Pomimo zdobytego rozgłosu, z naukowego punktu widzenia HIV jest zupełnie przeciętnym retrowirusem. Pod względem genetycznym jest tak bardzo zbliżony do innych niepatogenicznych retrowirusów, że nikt z naukowców nie potrafi wyjaśnić bądź wykazać charakterystycznych cech odróżniających HIV od innych retrowirusów. [4] Wśród obecnych w ludzkim organizmie drobnoustrojów wyróżnić można około 100 retrowirusów.

Po przeszło dwudziestu latach intensywnych badań nad retrowirusami (Wojna Nixona z rakiem) nie uzyskano jakichkolwiek dowodów, że któryś z nich jest chorobotwórczy. [4] Do chwili obecnej nie mamy naukowego potwierdzenia, że akurat ten wirus stanowi wyjątek. WIRUS HIV I ANTYCIAŁA Podstawową funkcją każdego wirusa i retrowirusa jest rozmnażanie się w komórkach organizmu nosiciela, na przykład w ludzkim ciele. Część wirusów, jak choćby te odpowiedzialne za polio (choroba Heinego-Medina) i zapalenie wątroby, zabija komórki, wywołując w ten sposób chorobę. Jeśli wirus polio uśmierci odpowiednio dużo neuronów, ciało nosiciela (człowieka) zostaje sparaliżowane. Szczepionki takie jak Salk czy Sabin pobudzają organizm do wytwarzania przeciwciał, które neutralizują tego wirusa i tym samym zapobiegają rozwojowi choroby. Obecność przeciwciał, zwłaszcza gdy żywy wirus nie występuje lub jest obecny w niewielkich ilościach, wskazuje że system immunologiczny organizmu zdołał zapanować nad wirusem i tym samym zapobiegł chorobie. Wkrótce po zarażeniu ciała przez HIV, wirus rozmanaża się gwałtownie, niekiedy wywołując symptomy przypominają- ce grypę. [4] Wówczas do działania przystępuje system odpornościowy i wytwarza przeciwciała, które eliminują wirusa. Przy życiu utrzymują się tylko bardzo małe pozostałości wirusa – tak małe, że trudno je wykryć nawet z pomocą zaawansowanych technik PCR. Przeciwciała natomiast pozostają i łatwo je rozpoznać. Obecność przeciwciał wirusa HIV (HIV+) w krwi stała się znacznikiem AIDS.

Jednak w myśl obowiązujących zasad wirusologii [13] obecność przeciwciał jakiegoś wirusa czy też retrowirusa oznacza, że system odpornościowy organizmu uporał się z wirusem i ciało jest zabezpieczone przed rozwojem dalszych symptomów bądź choroby. Na tym właśnie opiera się zasada przeciwwirusowych szczepionek. Pozytywny wynik testu na obecność przeciwciał wirusa HIV jest uznawany obecnie za kliniczny wskaźnik AIDS. Nauka nie zna precedensu, w którym zwalczające wirusa przeciwciała zwiastują zarazem nadciągającą chorobę wirusową. DOWODY EPIDEMIOLOGICZNE Ponieważ nikt nie zna mechanizmu, za pomocą którego wirus HIV może rozwinąć wszystkie niszczycielskie działania towarzyszące pełnoobjawowemu AIDS, hipoteza HIV-AIDS jest całkowicie uzależniona od dowodów epidemiologicznych. Epidemiologia jest gałęzią medycyny zajmującą się badaniem przebiegu chorób w całej lub określonych populacjach ludzi. Krótko mówiąc, epidemiologia to nauka opierająca się na badaniach porównawczych. Główną przyczyną przekonania, że wirus HIV wywołuje AIDS jest korelacja statystyczna: większość ludzi cierpiących na AIDS przechodzi z wynikiem pozytywnym test na obecność przeciwciał wirusa HIV. Korelacja ta jest znacznie mniej ważna, niż to się wydaje na pierwszy rzut oka. Prawdę mówiąc, w znacznej mierze jest to produkt samej hipotezy HIV-AIDS.

Według niej AIDS rozwija się w następstwie zarażenia wirusem HIV, na które nakłada się zanik limfocytów T oraz choroby takie jak mięsak Kaposiego, zapalenie płuc, kandydoza i tak dalej. W wielu przypadkach podejrzewa się obecność wirusa HIV na podstawie stwierdzenia którejś z charakterystycznych chorób, nawet jeśli nie przeprowadzono testów wykrywających HIV. Statystyczna korelacja pomiędzy HIV i AIDS została rozbudowana w definicję AIDS. Jeśli jednak statystyczny materiał dowodowy podda się obiektywnej ocenie, to dostrzeże się wiele faktów podważających rolę wirusa HIV jako jedynego i bezpośredniego sprawcy AIDS. Na przykład: 1. Przewidywania co do rozprzestrzeniania się AIDS, oparte na hipotezie HIV są nieustannie dostosowywane do faktycznej sytuacji. [9] AIDS nie rozszerza się w znaczący sposób poza wyodrębnione na początku grupy ryzyka, a przypadków w pełni rozwiniętego AIDS jest znacznie mniej, niż oczekiwano. Z tej przyczyny „okres uśpienia” ulega ciągłemu wydłużeniu. Dzisiaj szacowany jest na 10-15 lat i nieustannie rośnie. Ów „okres uśpienia” stanowi produkt statystyczny mający za zadanie pogodzić stosunkowo niski wskaźnik występowania AIDS z relatywnie wysokim poziomem infekcji HIV. [6] 2. Liczba nosicieli HIV utrzymuje się na mniej więcej stałym poziomie miliona od roku 1985, kiedy to zapoczątkowano testy na obecność przeciwciał. [5] 3. W ciałach PWA (Ludzi z AIDS) znajduje się zbyt mało wirusów HIV, aby można było ich obecnością wytłumaczyć śmierć miliardów limfocytów T. [7] 4. Z organizmów pacjentów chorych na AIDS trudno wyizolować wirusa HIV, co sugeruje, że miał w nich miejsce proces naturalnego szczepienia. [7] 5. Mięsak Kaposiego został wykryty u wielu młodych mężczyzn – homoseksualistów – nie zarażonych wirusem HIV. Nawet zwolennicy hipotezy HIV przyznają obecnie, że ta choroba nie jest wywoływana przez tego wirusa.

Tym niemniej, diagnozuje się ją jako „AIDS”, ale tylko wtedy, gdy chory posiada równocześnie przeciwciała HIV. [8] 6. Inne wskazujące na AIDS schorzenia wiążące się z zanikiem limfocytów T występują u osób bez przeciwciał HIV. Prawdę powiedziawszy, od momentu pojawienia się epidemii AIDS, wszystkie związane z nim choroby wystąpiły we wszystkich grupach ryzyka nawet przy braku wirusa HIV czy jego przeciwciał. Zatem zarażenie HIV nie jest warunkiem niezbędnym do stwierdzenia AIDS, jak to zostało zapisane w stronniczej definicji. [7,8] 7. Badania wykazują, że liczba zarażonych wirusem HIV limfocytów T pozostaje taka sama bez względu na to, czy ktoś jest wolny od symptomów choroby, czy ma w pełni rozwinięty AIDS. Każda inna infekcja wirusowa spowodowałaby dramatyczny wzrost ich liczby w trakcie przebiegu choroby. [7] 8. Chociaż choroby przenoszone drogą płciową zarażają mężczyzn i kobiety w równej mierze, przeszło 90 procent chorych na AIDS Amerykanów to mężczyźni. Dotyczy to również pracowników służby zdrowia, którzy zapadli na tę chorobę, chociaż w Stanach Zjednoczonych dwie trzecie tej grupy zawodowej stanowią kobiety. [6] 9. Ryzyko zachorowania na AIDS wśród ludzi zarażonych wirusem HIV może różnić się nawet dziesięciokrotnie w zależności od rasy bądź kraju. W Ameryce roczny wskaźnik ryzyka wystąpienia AIDS u osoby zarażonej wirusem HIV wynosi obecnie 4 %, podczas gdy w Afryce – 0,3 %. [6,7] 10. Początkowo wirus HIV rozprzestrzeniał się za pośrednictwem homoseksualistów w Stanach Zjednoczonych i heteroseksualistów w Afryce. [7] To może wskazywać, że AIDS jest chorobą nieinfekcyjną. 11. Tak zwany „afrykański AIDS” w jednakowym stopniu atakujemężczyzn i kobiety, inny też przebieg mają związane z nim infekcje. Te odmienne wzorce nie przystają do hipotezy HIV w odniesieniu do amerykańskiego AIDS, wskazują natomiast, że jeden wirus nie może być odpowiedzialny za mnogość uwarunkowań diagnozowanych przy AIDS w Ameryce i Afryce. [7] 12. Mniej więcej trzy czwarte z dwudziestu tysięcy amerykańskich hemofilików zostało zainfekowanych wirusem HIV niemal dziesięć lat temu.

Zgodnie z hipotezą HIV co najmniej połowa z nich nie powinna już żyć, tymczasem wskaźnik śmiertelności wśród hemofilików przez ostatnich 15 lat utrzymuje się na nie zmienionym poziomie wynoszącym 2 procenty. [10] 13. HIV jest ponoć wirusem przenoszonym drogą płciową – tymczasem bardzo trudno wykryć go w nasieniu chorych na AIDS. [11] 14. Takie same choroby występują z podobną częstotliwością wśród HIV-pozytywnych, jak i HIV-negatywnych narkomanów, a całkowita śmiertelność jest taka sama w obu tych grupach. [12] AKTUALNY STAN RZECZY Obecnie sam tylko rząd Stanów Zjednoczonych wydaje corocznie na badania nad AIDS miliard dolarów. Pieniądze te niemal w całości przeznaczone są na projekty oparte na nie sprawdzonej i jak dotąd zupełnie bezproduktywnej hipotezie, wokół której gromadzą się coraz to nowe nieścisłości oraz sprzeczności. Pieniądze te wydawane są przede wszystkim na szczepionki i opracowanie leków antywirusowych, któ- rych przydatność może okazać się niewielka w świetle poniższego: a) przeciwciała HIV już zaszczepiły krew PWA i b) w krwi chorych na AIDS znajdują się tak niewielkie ilości wirusa HIV, że leki przeciwwirusowe będą miały niewielką skuteczność. Po rozpatrzeniu zaprezentowanego materiału dowodowego The HIV Connection? zwraca się do ludzi mających coś do powiedzenia w sprawie badań nad AIDS o bezzwłoczne zrewidowanie obowiązującej hipotezy HIV-AIDS i zapoczątkowanie poszukiwań innych przyczyn AIDS. Grupa ta ma nadzieję, że rewizja taka doprowadzi do powstania bardziej produktywnej hipotezy AIDS pozwalającej lepiej zadbać o zdrowie społeczeństwa, zarówno całej populacji, jak i pojedynczych osób

Congratulations!

medycyna | 01 Kwiecień, 2018 14:36

If you can read this post, it means that the registration process was successful and that you can start blogging
 
Provided by Multiblog.net - easy blogging platform
P0wered by L1fe7ype - De51gn by Ba1earWe6